Praca Tychy Praca Tychy

tychy.info - świeże spojrzenie na miasto

REKLAMA - BILLBOARD WIADOMOSCI

Wiadomości

  • 3 lipca 2020
  • 5 lipca 2020

Przebiegli Główny Szlak Beskidzki w 10 dni dla chorej Natalki

22 czerwca dwóch tyskich biegaczy - Michał Fidor oraz Sebastian Kaczor wyruszyło w trasę. Do pokonania mieli 500 kilometrów Głównym Szlakiem Beskidzkim - z Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim. Wszystko to w ramach inicjatywy charytatywnej "Ultra Pomocni" dla chorej Natalki, która walczy z rdzeniowym zanikiem mięśni. W ten sposób chcieli nagłośnić historię dziewczynki i zachęcić innych do wsparcia zbiórki. Ich wyprawa po 10 dniach, w środę, 1 lipca dobiegła końca!

Michał Fidor i Sebastian Kaczor przebiegli w 10 dni Główny Szlak Beskidzki dla Natalki chorej na SMA - 22.06 - 01.07.2020 · fot. Ultra Dziku / Facebook


Bieg był finansowany z prywatnych pieniędzy biegaczy, a całość kwoty zebranej dzięki zbiórce zostanie przekazana na konto Natalki, podopiecznej bielskiej Fundacji „Serca dla Maluszka”. Rodzice dziewczynki dzięki środkom zebranym w ten sposób będą mogli zorganizować Natalce codzienną rehabilitację, zakupić specjalistyczny sprzęt oraz opłacić turnusy rehabilitacyjne.

Postępy tyszan na trasie można było śledzić dzięki aplikacji ActiveProgress. Wieści ze szlaku pojawiały się też na facebookowej stronie pana Michała - Ultra Dziku.

Loading...


- Co do przebiegu samego Głównego Szlaku Beskidzkiego, to można by dużo opowiadać: wiele kilometrów, ogrom przygód, masa spotkanych pozytywnych ludzi. Było to dla nas mega wyzwanie. Wprawdzie i ja i Bastek często biegamy po górach i startowaliśmy w zawodach m. in. na 107 czy 170 kilometrów, ale nigdy nie poddaliśmy się aż tak wykańczającej próbie. Założyliśmy sobie 10 dni na ukończenie szlaku z Wołosate do Ustronia - mnóstwo ludzi codziennie przemierza ten szlak jednak piechurzy robią to zazwyczaj w około 3 tygodnie, ale warto wspomnieć, że rekord biegowy na tym szlaku to ok. 108 godzin, a obecnie Roman Ficek walczy o ukończenie go w mniej niż 100 godzin - mówi Michał Fidor.

- Realizacja planu była bardzo wymagająca. Mieliśmy ciężkie plecaki po około 10 kg, z którymi trudno biegać. Była presja czasu i warunków. Najcięższe były pierwsze dni. W Bieszczadach padało przez ostatnie 1,5 miesiąca i 2 dni napieraliśmy w deszczu. Podłoże to tony lepkiego błota i zalane łąki. W Beskidzie Niskim pogoda się poprawiła, ale pod nogami mieliśmy gliniaste błoto, na którym ciężko było utrzymać równowagę, nawet na płaskim terenie. Druga połowa trasy to już lepsza pogoda i teren, ale za to większe przewyższenia. Szlak pokonywaliśmy bez wsparcia z zewnątrz, czyli wszystko co potrzebne dźwigaliśmy na plecach i uzupełnialiśmy po drodze. Noclegi organizowaliśmy dopiero w miejscach, do których dotarliśmy - mieliśmy śpiwory i kuchenkę, więc byliśmy dość elastyczni w tym temacie. Jednego dnia przed podejściem na Babią Górę zatrzymała nas burza i zrobiliśmy 32 km zamiast 50 km, więc kolejnego dnia pokonaliśmy 70 km i 3000 m przewyższeń za jednym zamachem - było to naprawdę wyczerpujące. Ogólnie jesteśmy szczęśliwi, że wszystko udało się zgodnie z planem - relacjonuje wyprawę Michał Fidor.

ultra dziku


Pan Michał w rozmowie z nami już po zakończeniu wyprawy podkreślił, że nie zależy mu na rozgłosie na temat samego biegu, ale na tym, by informacja o trwającej jeszcze tylko do niedzieli zbiórce dotarła do jak największej ilości osób.

- Odzew ludzi mnie bardzo zaskoczył. Zakładając zrzutkę, ustawiłem 2 tysiące złotych jako minimalną kwotę do zebrania, nie będąc pewnym, czy się to uda. Jest wiele takich akcji charytatywnych i mnóstwo osób potrzebujących pomocy. Planując nasze wyzwanie na Głównym Szlaku Beskidzkim, pomyślałem, że duże zainteresowanie ludzi tą trasą przysporzy więcej uwagi samej zrzutce i przy okazji realizacji naszego hobby uda się choć trochę komuś pomóc - w tym przypadku Natalce Woźniak zmagającej się z SMA. W końcu zwiększyłem kwotę zbiórki do 3 tysięcy złotych. Okazało się, że wielu ludzi, nie tylko znajomych, nam kibicuje i przy okazji wsparło akcję dla Natalki. Na ten moment zebraliśmy już 3,5 tysiąca - mówi pan Michał.



Biegacze zaprosili obserwujących inicjatywę na Facebooku do pomocy poprzez zabawę. Należało podać w komentarzu ile czasu zajmie biegaczom pokonanie trasy, a za każdy szacowany dzień podróży dobrowolnie wpłacić 5 zł na konto Natalki. Dla trzech osób, które wskazały najbliższy pokonany przez biegaczy czas, pan Michał, który jest grafikiem, zaprojektuje kubek okolicznościowy. Zaproponowali też podjęcie drugiego wyzwania, by pomóc Natalce, które polega na przebiegnięciu dowolnej ilości kilometrów w akcji "Ultra Pomocni dla Natalki". Za każdy pokonany kilometr należy wpłacić 5 zł i pochwalić się tym w komentarzu na stronie facebookowej Ultra Dziku. Najdłuższy dystans zostanie nagrodzony przez tyskich biegaczy, a nagrody zostaną sfinansowane z ich prywatnych pieniędzy.

O Natalce:



Natalka urodziła się w listopadzie 2018 roku w Żorach. W skali Apgar zdobyła 10 punktów. Od pierwszych dni życia Natalka jest bardzo pogodnym i uśmiechniętym dzieckiem. Do 6. miesiąca życia rozwijała się prawidłowo. Leżąc na brzuszku podnosiła główkę, obracała się na boki za zabawkami oraz ruszała nóżkami. Mijały miesiące a Natalka przestała wykazywać chęci do dalszego poznawania świata. Lekarz zapewniali, że wszystko jest w porządku. Rodzice dziewczynki myśleli, że ma jeszcze czas na rozwój ruchowy, być może jest po prostu leniwa. Aby jej pomóc zaczęli rehabilitację. Ku ich zdziwieniu efekty były bardzo powolne. W 11. miesiącu życia dziecka zdecydowali się skonsultować prywatnie z neurologiem, który zlecił wykonanie badań genetycznych. Dwa dni przed pierwszymi urodzinami otrzymali wstępne wyniki badań. Padła diagnoza: SMA - rdzeniowy zanik mięśni.

Natalka
Natalka choruje na SMA - rdzeniowy zanik mięśni. Trwa internetowa zbiórka pieniędzy · fot. zrzutka.pl


SMA jest chorobą nieuleczalną o podłożu genetycznym, która objawia się słabnięciem, a następnie zanikiem mięśni. W związku z postępującą chorobą dziecko traci sprawność ruchową, co skutkuje brakiem samodzielności. Zaawansowana jej postać atakuje mięśnie płuc i przełyku, co prowadzi do niewydolności oddechowej i utraty zdolności przełykania.

Natalka nie potrafi sama usiąść, nie stoi, nie raczkuje, nie chodzi. Podnoszenie główki z pozycji na brzuchu zanikło. Dzięki podaniu leku (który jest refundowany od 2019 roku) i codziennej rehabilitacji można jedynie zatrzymać chorobę, gdyż na chwilę obecną jest nieuleczalna. Nie można cofnąć jej skutków.

Więcej informacji o Natalce na stronach:
Facebook Natalki: Mała Agentka Kontra Genetyczny Potwór
O Natalce na stronie Fundacji Serca Dla Maluszka - www.fundacjasercadlamaluszka.pl/nasi-podopieczni/natalia-wozniak.html
O akcji "Ultra Pomocni" - www.facebook.com/ULTRAPomocni/

ar / tychy.info

REKLAMA - BANER POD ARTYKUŁEM

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu tychy.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.